Postaram się przybliżyć nie tyle jednostki ludzkie, czy indywidua, a raczej ludzi o cechach wspólnych, którzy pojawiają tu i ówdzie, czasem ot tak, a czasem może się być bardziej niż pewnym, że zmierzając w jakieś miejsce spotkamy pewnego przedstawiciela (lub też po drodze)
Zaczniemy od:
1) Janusze
To że mam na imię Janusz, nie oznacza, że należę do januszy!
Janusz Palikot i Janusz K(o/u)rwin – Mikke
O dziwo, tych dwóch panów, w tej kwestii mówi, jednym głosem i mają rację – poza tym w niczym się nie zgadzają, a i małpki razem nie wypiją. Poczciwy polski janusz jeździ wszędzie, gdzie się da, czy to żużel, czy to zawody lekkoatletyczne, ale najwięcej można ich spotkać, gdy poszukują Małysza lub siatkarzy, a ostatnio także na meczach piłki nienożnej, tudzież ręcznej. Skąd się biorą? Biorą się z własnej głupoty – siedzą w domu, zapuszczają wąsa, oglądają telewizję i bach! – patrzą a tu skacze nasz Red Bull i stają się zagorzałymi kibicami. Czy jest w tym coś złego? O ile samo nieużywanie mózgu nie jest groźne dla życia (na szczęście – lub może nie – bez udziału ich świadomości odbywa się oddychanie, czy pompowanie krwi), to janusze także nie są w zasadzie groźni. O ile nie stoją w naszym pobliżu na jakichkolwiek zawodach, to jest git, bo nie grozi nam zmiażdżenie, zgniecenie, ogłuchnięcie i nikt nie będzie nam niczego zasłaniał. Ich obecność jest o tyle potrzebna, że jeśli reszta kibiców zamierzy jebać PZPN, PZL, PZN, PZKosz, NBA, CBŚ czy PZPR, to oni i tak się tam pojawią. Poza tym nakręcają biznes sportowy zakupując koszulki, spodenki, trąby, kapelusze i farbki. A! Wspomagają także nasze browary.
Główne cechy: uroda, wąs, polskie barwy, trąbka, własna wielkość oraz obecność na zawodach
Występowanie: na wydarzeniach sportowych

trąbki i piwa brak
2) panie baby z kiosku
Nieodzowny atrybut to moher, o ile nie jest na głowie, to na pewno czai się gdzieś w szufladzie. Do tego masa niepotrzebnych produktów, a mimo to życie pokazuje, że:
- Ma panie bilety?
- Nie prowadzęęęę.
pani w kiosku, która nie prowadzi (sprzedaży?) biletów.
Jak dla mnie kiosk, to od razu w wyobraźni jawi się wizja możliwości tarzania się po pachy w biletach miejskich i róznych innych politykach, a tu jakieś sadzonki, cuda świata i wisiorki, aż dziw mnie bierze, że pan kapitalizm wciąż nie przyszedł do takiego kiosku, a może to i dobrze.
Główne cechy: brak biletów, oschłość, moher, brak drobniaków.
Występowanie: w kiosku
3) imoł
Przyznam, że coraz trudniej na nich trafić, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę orzec, iż w tej kwestii zadziałał pan Darwin, zszedł radośnie z banknotu 10£ i pokazał jak prawo doboru naturalnego działa w terenie. Wysnuć mogę hipotezę, że panów imołów spotkała jedna z następujących możliwości:
- umarli
- zginęli
- wykrwawili się
- zostali JP
O ile jeszcze chodzą pośród nas, to pałętają się takie jedno z trzecim z różnymi ustawieniami włosowymi zasłaniającymi pół horyzontu i…. no właśnie – szkodliwi nie są, to jest ich największy plus, ale i bodajże jedyny, bo podatków nie płacą, krwi nie oddają i tussipec’i z apteki wykupują. Noszą najróżniejsze łaszki, byleby były smutne – rękawiczki, pieszczochy, arafatki różnokolorowe chusty z horyzontalnymi i wertykalnymi liniami różnej grubości przecinającymi się ze sobą tworząc najdoskonalsze czworokąty. I tak je nooooooszą, i tak sobie gdzieś sieeeeeeedzą, i tak stamtąd później idąąąąąą – i tyle – szału nie ma.
Główne cechy: imołgrzywka, pstrokatość, smutek we krwi, czasem krew na przegubie, wsytępują stadnie.
Występowanie: wszędzie (przecież cały świat jest smutny w istocie)

aj dżast łana daj!
4) pijący BE! POWER
Nieformalnie zawiązana grupa, nie tyle społeczność, co suma jednostek z Wielkim Metafizykiem na czele i zielonym zamkiem sygnalizacji chroniącym przepisu na tę ambrozję. Jedyny szczegół, który ich charakteryzje, jest mimo wszystko łatwo zauważalny – jest to dzierżenie butelki (ostatnio także puszki, czy tabletki [sic!]) w lewej lub nielewej dłoni. Ludzie pijący ten napój charakteryzują się nieprzeciętnością – nieprzeciętnie silni, nieprzeciętnie szybcy, nieprzeciętnie ładni, lecz tylko w czasie picia BE! POWERa, dlatego wymagana jest ciągłość w dostarczaniu boskich pierwiastków do organizmu. Plastykowa, litrowa butelka została zaprojektowana przez dział projektowania samego polskiego Polmozbytu.
Główne cechy: Ambrozja w łapce
Występowanie: duże zagęszczenie wokół Biedronek, czasem bywają w miejscach spożywania wódki.

jak widać efekty zauważalne są gołym okiem.
5) JotPecy – J(aśnie) P(anowie)
Atakuje małe rozumki męskiej części młodzieży, penetruje i niszczy niczym szarańcza, aktualnie ma status niedorozwiniętego bękarta panów dresów. Mowa o dresach wczesnych lat dziewięćdziesiątych, gdy nie tyle ważne były dresy z miejscem na kupę, co zasady, które nimi kierowały i czasem nie były one złe. No ale stało się, ament w papieżu. Teraz chodzą krzyczą, rzucają śmietnikami w tramwaje – nie mają po prostu na siebie pomysłu. Nie są przychylni Smerfom, co wyrażają z matematyczną, stuprocentową skutecznością. Ich starsze pokolenie bezmózgo w tym tkwi, a młodsze chcąc się wkupić w łaski starszej braci, czyni coraz to głupsze rzeczy.
Główne cechy: aparatura z muzyką graną na głos w postaci telefonu, literki JP w każdej postaci w każdym miejscu, wystrzyżona fryzurka, spodnie z miejscem na kupę
Występowanie: osiedlowe trotuary, osiedlowe ławeczki, osiedlowe piwnice, osiedlowe mieszkania, osiedlowe piaskownice, co odważniejsi -> przy komendzie, na dołku

"też kiedyś będę miał miejsce na kupę, a nawet kupę!"
6) panowie żulowie
Żul to brzmi dumnie swojsko, ale o ile ładniej i dostojniej brzmi kloszard – w tym słowie jest cała emanacja piękna, jawi się jakaś mistyczna siła, a jednocześnie mówi o znojach i przeciwnościach losu. Bez zawahania mogę ich nazwać Syzyfami XXIw.! Bo to co dzień trzeba nazbierać puszek, naciągnąć ludzi na złotówkę, kupić alkohol, podelektować się nim, a na następny dzień to samo.
W samej grupie panuje dość duży podział, niczym w PO od Komorowskiego, poprzez Tuska, Sikorskiego, kończąc na Gasipsie Palikocie. Są panowie żulowie porządni, elokwentni, z ładnymi czapkami (zawsze im ich zazdroszczę!), są także panowie obszczymurki – ostatnio mnie taki przywitał swoją fujarką po wyjściu z PeKaPu we Wrocławiu, brakowało jeszcze, żeby zaczął nią kręcić dookoła własnej ręki w rytm YMCA’a (łajemsiej’a). Może i ja też okazałem się chamem, bo nie podałem mu dłoni, ale cóż – czasu nie cofnę.
Główne cechy: oldschoolowa czapka, nieodzowna siatka na skarby (opcjonalnie wózek), potok słów – czasem nieartykułowalny
Występowanie: łatwiej będzie napisać, gdzie ich nie ma

jest czapka, jest ciepło.
I to tyle, elo, elo – 3, 2 ,0!