pajda

Skoro pajda, to chleba.
Skoro pajda, to duży kawał.
Skoro duży kawał, to ciężki.

Więc ciężki kawał chleba. Tylko co? Pisanie.

Pełnym zdaniem: pisanie jest to ciężki kawał chleba. Nie jest tak hop, hyc, że się siada i się pisze. O nie! Tzn. jak najbardziej można usiąść i pisać, tylko wtedy zaczyna się proces produkcyjny kaszki mannej. A jak widzę po sobie, to wiosenna zwyżka endorfin nie skłania mnie do naskrobania czegoś.

Skoro o chlebie – co do kwestii tego jaki w przyszłości będzie przez każdego z nas jedzony, to w moim odczuciu mrzonki pana Kalwina co do predestynacji nie mają racji bytu, zaś na przeciwległym biegunie jest pan kowal, który kuje swój los – i w tym prawda jakaś jest. Jednak w grę wchodzi wiele czynników niezależnych, które bądź to gnoją, bądź rozwijają węższy, czy też szerszy czerwony dywanik. Czy taki pan Kulczyk miałby okazję pojawić się kiedykolwiek na liście Forbesa, gdyby nie wchodząca na polski rynek telefonia komórkowa i kupienie przez niego akcji PTC?

Gdybym nie kupił wtedy tych akcji, dalej sprzedawałbym Volkswageny.

Kulczyk

Otwórzmy oczy i liczmy na to, że i nam jakieś akcje się pojawią.

autobus/trolejbus vs pociąg/trambaj

Dyskurs o wyższości jednego/drugiego nad trzecim/czwartym może nie okazać się tym do czego dążę, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę już teraz, na początku, przyjąć, że się na tym skończy, co w sumie czymś złym nie będzie. Rozważania zacznę od krótkiego stwierdzenia – pociąg rządzi. I na tym rozważania w tym temacie zakończę!

Mógłbym nadawać dalej, jak to się świetnie jeździ dwiema liniami trambajowymi w Częstochowie, która to jedna jedzie w jedną stroną, a wraca się tymi samymi torami, jednak już drugą linią albo jak przyjemnie trajtek jeździ sobie po Tychach, ale nie, nie, nie! Potrzebna jest alternatywa (i nie chodzi mi o zastępczy środek komunikacji, a po prostu o styl bycia, myślenia), coś co nie jest dostępne dla rzeszy, a mimo to nie jest snobistyczne, by reglamentacja nie opierała się na możliwościach finansowych, a możliwościach, czy bardziej potrzebach, umysłowych. Jeśli się czegoś potrzebuje, to się szuka – wręcz niesamowite w swej prostocie – jesteś głodny, to idziesz po chleb, starając się problem dość przejrzyście przedstawić. Gorzej, gdy w znalezione już przez nas, i nam odpowiadające, korytko alternatywy zwali się koryto masskultury, niby jakoś to nasze korytko zostanie pogłębione i poszerzone, ale przede wszystkim zostanie zamulone – stanie się dostępne dla tłuszczy, dla ludzi którzy podążają za nowymi trendami, których w ogóle nie czują, a nawet czasem nie rozumieją. Nie będę rzewnymi słowami przytaczał tego, jak to było kiedyś, a teraz to już nie jest to samo, bo po prostu przychodzi nowe – naturalna kolej rzeczy, jestem jak najbardziej za postępem, który docenia wcześniejsze dokonania, większe odniesienie ma to do szeroko pojętej sztuki, niż do pociągu, ale co tam!

Jakie przesłanie? Bądźcie sobą, to zawsze pozostanie niszowe.

Do czego w sumie zachęcam? Po tytule można by wnioskować, że do jeżdżenia pociągiem. To oczywiście jak najbardziej, ale głównie do używania mózgu, naukowcy mówią, że teraz zaczną sobie obchody Światowych Dni Mózgu, ludzie natomiast, że to najseksowniejszy ludzki organ, a ja mówię używajcie! albo po prostu wyrzućcie, bo w takim wypadku po co Wam?

w przypadku problemów z używaniem mózgu, lecz z niechęcią do wyrzucenia - mózgopobudzacz

Okresowo

Ciągnąc chwilowo poprzedni temat jedzenia/konsumpcji, to muszę się podzielić wstrząsającą informacją, którą udało mi się zdobyć:

Księża też jedzą! :O

Na dniach odbył się niebywały kurs, na który zjechały zadowolone z życie gospodynie plebańskie, liczba miejsc była ograniczona i lista zamknęła się z hukiem przy cyferce 65. Przez meandry pichcenia podczas świąt, czy nieświąt nieświadome panie przeprowadzane były przez stare wygi w tym temacie – siostry: Gaudencję i Sybillę. Ponoć wszystko zakończyło się pełnym sukcesem, gospodynie uzbrojone w nowe przepisy, nowinki oraz diety (!) powróciły na swoje plebanie, a cóż czynili panowie księciowie w tym czasie?

No, ja tam sobie przeistaczałem zimne w ciepłe za pomocą mikrofalówki

ks. Alojz

Jeszcze chwilę zostając w temacie damsko – kościelnym, to zebrały się panie w naszym jedynym mieście stołecznym i sobie burzliwie debatowały w temacie, czy Maryja była feministką. Wspólna decyzja w tej kwestii nie zapadła, ale nie do tego dążę, na mównicę wyszła pani. Rozochocony tłum poszedł w dywagacjach o krok dalej, i z sali padło pytanie, na którą padła szybka odpowiedź:

- Czy kobieta może zostać papieżem?

- Nie, bo ma okres, a tuż przed miesiączką dochodzi do swoistego obrzęku mózgu.

Rozpętała się burza, z ust profesorów posypały się cierpkie słowa i tak się zakończyła dyskusja. Z różnych dziwnych sytuacji płyną różnorakie morały, także i z tej: jeśli nie chcesz zginąć rozszarpany przez watahę feministek, to nie wspominaj przy nich o okresie.

prędzej ujrzymy papieża murzyna!

fast food vs slow food

Glutaminian sodu – brzmi to niemal jak sorbinian potasu, czy benzoesan sodu. Nic nie mówi, a pochłaniamy tego na potęgę. Jeśli coś smakuje jak trociny, a w obecnych czasach niemal wszystko smakuje jak trociny, możesz mieć pewność, że właśnie (kolokwialnie pisząc) została przez Ciebie wpierdolona potężna dawka glutaminianu sodu. Na pewno pojęcie fast food nie jest Wam obce – wszelkie MaC’i, KFC, Pizzy Hut, czy panowie chińczykowie z niutakami albo panowie turasowie z kebabami nogami słonia. Delektujemy się solą, tłuszczem, szaleńczą dawką węglowodanów i… rośniemy. Ba, żeby to rośnięciem nazwać, jawnie puchniemy. Walka z tym oczywiście pozostaje bezsensowna, bo sam lubię sobie coś pochłonąć z tej półeczki, ale narzucenie ograniczeń jest jak najbardziej mile widziane. Czym w sumie jest slow food? Był kiedyś pewien pan Włoch, który pod koniec lat osiemdziesiątych starał się powiedzieć spierdalaj panowi Ronaldowi McDonaldowi, efektów bezpośrednich nie było, ale dzięki panowi Włochowi są teraz chronione zagrożone rośliny, przyprawy, zwierzęta no i przede wszystkim smaki. Sukcesem polskiego oddziału jest wpisanie oscypka na listę potraw regionalnych, przez co sam puchnę z dumy! Jedzmy rozważnie, jedzmy smacznie, a przede wszystkim jedzmy zdrowo. Ja sam zaprszam na slowfood.pl.

łapki pełne bezsmakowości i chemii.

Strzeżcie się!

A nuż ja to!

Postaram się przybliżyć nie tyle jednostki ludzkie, czy indywidua, a raczej ludzi o cechach wspólnych, którzy pojawiają tu i ówdzie, czasem ot tak, a czasem może się być bardziej niż pewnym, że zmierzając w jakieś miejsce spotkamy pewnego przedstawiciela (lub też po drodze)

Zaczniemy od:

1)  Janusze

To że mam na imię Janusz, nie oznacza, że należę do januszy!

Janusz Palikot i Janusz K(o/u)rwin – Mikke

O dziwo, tych dwóch panów, w tej kwestii mówi, jednym głosem i mają rację – poza tym w niczym się nie zgadzają, a i małpki razem nie wypiją. Poczciwy polski janusz jeździ wszędzie, gdzie się da, czy to żużel, czy to zawody lekkoatletyczne, ale najwięcej można ich spotkać, gdy poszukują Małysza lub siatkarzy, a ostatnio także na meczach piłki nienożnej, tudzież ręcznej. Skąd się biorą? Biorą się z własnej głupoty – siedzą w domu, zapuszczają wąsa, oglądają telewizję i bach! – patrzą a tu skacze nasz Red Bull i stają się zagorzałymi kibicami. Czy jest w tym coś złego? O ile samo nieużywanie mózgu nie jest groźne dla życia (na szczęście – lub może nie – bez udziału ich świadomości odbywa się oddychanie, czy pompowanie krwi), to janusze także nie są w zasadzie groźni. O ile nie stoją w naszym pobliżu na jakichkolwiek zawodach, to jest git, bo nie grozi nam zmiażdżenie, zgniecenie, ogłuchnięcie i nikt nie będzie nam niczego zasłaniał. Ich obecność jest o tyle potrzebna, że jeśli reszta kibiców zamierzy jebać PZPN, PZL, PZN, PZKosz, NBA, CBŚ czy PZPR, to oni i tak się tam pojawią. Poza tym nakręcają biznes sportowy zakupując koszulki, spodenki, trąby, kapelusze i farbki. A! Wspomagają także nasze browary.

Główne cechy: uroda, wąs, polskie barwy, trąbka, własna wielkość oraz obecność na zawodach

Występowanie: na wydarzeniach sportowych

trąbki i piwa brak :(

2) panie baby z kiosku

Nieodzowny atrybut to moher, o ile nie jest na głowie, to na pewno czai się gdzieś w szufladzie. Do tego masa niepotrzebnych produktów, a mimo to życie pokazuje, że:

- Ma panie bilety?

- Nie prowadzęęęę.

pani w kiosku, która nie prowadzi (sprzedaży?) biletów.

Jak dla mnie kiosk, to od razu w wyobraźni jawi się wizja możliwości tarzania się po pachy w biletach miejskich i róznych innych politykach, a tu jakieś sadzonki, cuda świata i wisiorki, aż dziw mnie bierze, że pan kapitalizm wciąż nie przyszedł do takiego kiosku, a może to i dobrze.

Główne cechy: brak biletów, oschłość, moher, brak drobniaków.

Występowanie: w kiosku

3) imoł

Przyznam, że coraz trudniej na nich trafić, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę orzec, iż w tej kwestii zadziałał pan Darwin, zszedł radośnie z banknotu 10£ i pokazał jak prawo doboru naturalnego działa w terenie. Wysnuć mogę hipotezę, że panów imołów spotkała jedna z następujących możliwości:

  • umarli
  • zginęli
  • wykrwawili się
  • zostali JP

O ile jeszcze chodzą pośród nas, to pałętają się takie jedno z trzecim z różnymi ustawieniami włosowymi zasłaniającymi pół horyzontu i…. no właśnie – szkodliwi nie są, to jest ich największy plus, ale i bodajże jedyny, bo podatków nie płacą, krwi nie oddają i tussipec’i z apteki wykupują. Noszą najróżniejsze łaszki, byleby były smutne – rękawiczki, pieszczochy, arafatki różnokolorowe chusty z horyzontalnymi i wertykalnymi liniami różnej grubości przecinającymi się ze sobą tworząc najdoskonalsze czworokąty. I tak je nooooooszą, i tak sobie gdzieś sieeeeeeedzą, i tak stamtąd później idąąąąąą – i tyle – szału nie ma.

Główne cechy: imołgrzywka, pstrokatość, smutek we krwi, czasem krew na przegubie, wsytępują stadnie.

Występowanie: wszędzie (przecież cały świat jest smutny w istocie)

aj dżast łana daj!

4) pijący BE! POWER

Nieformalnie zawiązana grupa, nie tyle społeczność, co suma jednostek z Wielkim Metafizykiem na czele i zielonym zamkiem sygnalizacji chroniącym przepisu na tę ambrozję. Jedyny szczegół, który ich charakteryzje, jest mimo wszystko łatwo zauważalny – jest to dzierżenie butelki (ostatnio także puszki, czy tabletki [sic!]) w lewej lub nielewej dłoni. Ludzie pijący ten napój charakteryzują się nieprzeciętnością – nieprzeciętnie silni, nieprzeciętnie szybcy, nieprzeciętnie ładni, lecz tylko w czasie picia BE! POWERa, dlatego wymagana jest ciągłość w dostarczaniu boskich pierwiastków do organizmu. Plastykowa, litrowa butelka została zaprojektowana przez dział projektowania samego polskiego Polmozbytu.

Główne cechy: Ambrozja w łapce

Występowanie: duże zagęszczenie wokół Biedronek, czasem bywają w miejscach spożywania wódki.

jak widać efekty zauważalne są gołym okiem.

5) JotPecy – J(aśnie) P(anowie)

Atakuje małe rozumki męskiej części młodzieży, penetruje i niszczy niczym szarańcza, aktualnie ma status niedorozwiniętego bękarta panów dresów. Mowa o dresach wczesnych lat dziewięćdziesiątych, gdy nie tyle ważne były dresy z miejscem na kupę, co zasady, które nimi kierowały i czasem nie były one złe. No ale stało się, ament w papieżu. Teraz chodzą krzyczą, rzucają śmietnikami w tramwaje – nie mają po prostu na siebie pomysłu. Nie są przychylni Smerfom, co wyrażają z matematyczną, stuprocentową skutecznością. Ich starsze pokolenie bezmózgo w tym tkwi, a młodsze chcąc się wkupić w łaski starszej braci, czyni coraz to głupsze rzeczy.

Główne cechy: aparatura z muzyką graną na głos w postaci telefonu, literki JP w każdej postaci w każdym miejscu, wystrzyżona fryzurka, spodnie z miejscem na kupę

Występowanie: osiedlowe trotuary, osiedlowe ławeczki, osiedlowe piwnice, osiedlowe mieszkania, osiedlowe piaskownice, co odważniejsi -> przy komendzie, na dołku

"też kiedyś będę miał miejsce na kupę, a nawet kupę!"

6) panowie żulowie

Żul to brzmi dumnie swojsko, ale o ile ładniej i dostojniej brzmi kloszard – w tym słowie jest cała emanacja piękna, jawi się jakaś mistyczna siła, a jednocześnie mówi o znojach i przeciwnościach losu. Bez zawahania mogę ich nazwać Syzyfami XXIw.! Bo to co dzień trzeba nazbierać puszek, naciągnąć ludzi na złotówkę, kupić alkohol, podelektować się nim, a na następny dzień to samo.

W samej grupie panuje dość duży podział, niczym w PO od Komorowskiego, poprzez Tuska, Sikorskiego, kończąc na Gasipsie Palikocie. Są panowie żulowie porządni, elokwentni, z ładnymi czapkami (zawsze im ich zazdroszczę!), są także panowie obszczymurki – ostatnio mnie taki przywitał swoją fujarką po wyjściu z PeKaPu we Wrocławiu, brakowało jeszcze, żeby zaczął nią kręcić dookoła własnej ręki w rytm YMCA’a (łajemsiej’a). Może i ja też okazałem się chamem, bo nie podałem mu dłoni, ale cóż – czasu nie cofnę.

Główne cechy: oldschoolowa czapka, nieodzowna siatka na skarby (opcjonalnie wózek), potok słów – czasem nieartykułowalny

Występowanie: łatwiej będzie napisać, gdzie ich nie ma

jest czapka, jest ciepło.

I to tyle, elo, elo – 3, 2 ,0!

Dobre dobrego początki.

Dzień dobry!

Pierwszy wpis zakreśli jakieś ramy, bo: bez ram, to żyje cham

Ramy to jest coś, co jest na zewnątrz, a w środku jest krzyk.

Tak przynajmniej twierdzi pan Munch, a ja mu wierzę. Zresztą podejrzewam, że może mieć rację. Ramy będą cztery: dwie położone wertykalnie, dwie horyzontalnie. Postaram się połączyć je pod kątem prostym, jednak za wszelkie odchylenia nie ponoszę odpowiedzialności. Ba, nawet będę z nich dumny, takie moje skrzywienie. Jest otoczka, więc czas na formę, która wypełni dzieło – wg skali - postaram się, aby forma oscylowała między 3 a 4, sądzę, że to najoptymalniejsze wyjście. Zarysy przedstawione, nikt nie został poszkodowany, a i żadnego trzęsienia ziemi nie spowodowałem. O! Panowie naukowcowie zbadali, że takie trzęsienie, co to było tam w takim długim pionowo kraju, zakrzywiło nas. Zakrzywiło nas tak bardzo, że dla niektórych samców wielkość zakrzywienia może być naprawdę wielka. Chociaż panów nygów afroamerykanów pewnie to nie ruszy – oś wokół której kręci się Ziemia przesunęła się o 7cm!

wtzask

jak widać, pan Munch miał rację.

Ahoj!